Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

4. Czyli zwątpienie

wtorek, 16 września 2008 15:33
Wykroiłam sukienkę razem z Pawłem, a wczoraj ją całą zszyłam.
Tylko oczywiście nie przemyślałam jedej sprawy. Giezło zrobiłam o obwodzie głównym 100cm. 50 cm na przód i 50 na tył.
Wymyśliłam, że suknia musi być trochę większa, więc powiększyłam o 5 cm...każdą część. I w taki oto sposób mam 10 cm w obwodzie więcej czyli worek na kartofle. A sukienka poza wykończeniem gotowa.
No i to chyba jest pierwsze zwątpienie. Pruć? I odcinać z każdej strony po 2 cm? Czyli z 10 godzin roboty na marne.
Nie wiem. Nie dotykam narazie.
To właśnie chyba pierwsze zwątpienie.


Pewnie jakbym się znała na szyciu to bym wiedziała co robić. A tak nie wiem. Może kiedyś coś wymyślę.

komentarze (4) | dodaj komentarz

3. Czyli jak uszyć giezło

piątek, 12 września 2008 10:22
Jak na mój zasięg lat (przypominam 1390-1410) dozwolonych jest kilka rodzajów giezeł. Długi rękaw, ramiączka, oraz bez ramiączek (chociaż tego szyć to bym się chyba nie zdecydowała). Oczywiście rodzaj giezła dobieramy rodzaju do sukni i jej dekoltu. Ja wybrałam zwykły długi rękaw, gdyż planuję uszyć  do biegania roboczą suknię z krótkim rękawem. (A odsłonięcie ręki jest przecież niedopuszczalne). Do sukni z długim rękawem spokojnie możemy szyć giezło bezrękaw.
Koszula (bo tak naprawdę właśnie tym jest tasze giezełko) może mieć też różną długość. Jednak nie może być krótsza niż do pół łydki. Na takie rozwiązanie właśnie ja się zdecydowałam. Bojąc się krępowania ruchów. Prawdopodobnie bezpodstawnie.

Aby uszyć giezło trzeba mnieć naprawdę spory kawałek materiału. Tak by zmieściły się wszystkie elementy wykroju i został jeszcze kawałek na wszelki wypadek. Ja wybrnęłam z tego posiadając dwa identyczne niemal duże kawałki.
Dalej jest prosto: rysujemy, tniemy, zszywamy chowając wszystkie szwy.
Zczynamy do ramion, po czym doszywamy rękawy do korpusu (można je wsześniej zszyć), zszywamy talię, łączymy po dwa kliny i wszywamy po bokach. Na koniec zostają wykończenia dołu dekoltu i rękawów.


I robota skończona. Mi szyciem ręcznym zeszłoby w trzy dni, gdybym nie była taka leniwa i nie zrobiła tego w tydzień.


Wykrój prostego giezła

Aby zobaczyć zdjęcie takiego giezła odsyłam Was do bardzo pomocnej mi na początku strony Korrinki.

komentarze (2) | dodaj komentarz

2. Giezło do użycia

środa, 10 września 2008 18:40
Wydarzyło się. Przed chwilą igła w moich pokaleczonych dłoniach wykończyła dół.
Od rękawów zszywałam boki, a dopiero po tym wszyłam kliny. Dużo ładniej niż pierwszego muszę przyznać.
A dzisiaj cały dzień próbowałam obszyć dół giezełka. I oto nadeszło. Jest. Całe i gotowe do użycia.
Nie przyznam się, że jednego klina do połowy wszyłam odwrotnie i musiałam pruć. Bo i po co.
Zapamiętać na przyszłość. Pięć razy sprawdzić, czy szyję z dobrej strony!

Aby było zabawniej już czuję pierwsze zmeczenie. Ale już nie marudzę.
Pójdę sprawdzić, czy nie trzeba czegoś poprawić.

komentarze (0) | dodaj komentarz

1. Igła w ruch

poniedziałek, 08 września 2008 11:23
Zaczęłam kilka dni temu.
Tak staram się szyć. Strój średniowieczny. Tak mniej więcej 1390-1420. Póki co chłopka. Może  jak skończę starczy mi sił by wziąć się za mieszczkę.
Po ludzku mój strój zaczynam od giezła.
Z kolekcją sprzętu typu prześcieradła i zasłonki bawełniane, nici białe ze szmateksu, zestaw najtańszych igieł i z prawdziwego zdarzenia nożyce krawieckie wzięłam się do roboty. Trza dać ludziom przykład.
Zrobiłam wykrój, pocięłam zasłonę na kawałki. No i pierwszy zonk. Chciałam pokombinować i przekombinowałam. Zamiast wykrajać cztery kliny, musiałam zrobić sześć i wywalić dwa. Pierwsza uwaga. Słuchać ludzi mądrych i brać przykład z tylko jednego wykroju przy konkretnej części stroju.
Siedziałam masę godzin. Całe szczęście nie zmarnowałam jakiejś kosmicznej ilości materiału. Pocięłam drugą zasłonkę. Mój fart w tym, że była identyczna. Giezło będzie przynajmniej z tego samego materiału. I tak siadłam. Dwa prostokąty cztery trójkąty. Wycięłam otwory na głowę. Krzywo. Obszyłam dekolt. Głupio zaczęłam od przodu. No i tył mam ładniejszy. Minęło kilka godzin. Koniec. I tak mnie już ręce bolały.

Potem nie mogłam spać w nocy. Zasnęłam koło pierwszej, obudziłam się o piątej.
Około siódmej dnia następnego zaczęłam szyć. Zszyłam dwa największe kawałki w coś co już mogę założyć, a potem doszyłam klin z przodu. Na samym klinie zeszło mi z trzy godziny, więc mało mnie szlag nie trafił. Rzuciłam wszystko i nie dotykałam przez dwa dni.

I wczoraj znów mnie wzięło. Ochłonęłam i z nową ochotą zabrałam się za moje giezło. Z olbrzymią pomocą Pawła ukończyłam dwa rękawy i wczasie, gdy Payo je doszywał ja skleciłam całkiem zgrabny fartuszek. Zgrabny przynajmniej jak na pierwszy w życiu.

I oto jest! Coś co mogę założyć i mimo, że jeszcze kilka godzin pracy zostało, już zadowala mnie efekt. Dumnie wisi na żyrandolu i czeka na wszycie klinów.

komentarze (1) | dodaj komentarz

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 969

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Archiwum

O moim bloogu

Krok po kroku moje zaistnienie w świecie historycznej rekonstrukcji. Na początek szycie stroju.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.10.2008 2:01:07
  • autor: Woland
  • treść: potrafisz zaskoczyć ...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: